Montaż. Katarzyna Maciejko-Kowalczyk. Żeby nie bolało – polski film dokumentalny z 1998 roku w reżyserii Marcela Łozińskiego. W filmie tym Łoziński wraca do Urszuli Flis, bohaterki swojego wcześniejszego o 24 lata filmu Wizyta [1]. W Żeby nie bolało widz ogląda rozmowy, jakie z Flis przeprowadziła Agnieszka Kublik, dziennikarka
Zarządzanie budżetem domowym nie musi być trudne, ale wymaga od nas trochę czasu oraz cierpliwości. Musimy wiedzieć, ile zarabiamy oraz ile i na co wydajemy każdego miesiąca. W zamian nauczymy się oszczędzać i unikać niechcianych wydatków. No to do roboty! ———————————–. NIEZBĘDNIK KRYZYSOWY, CZYLI
Czym się przeciąć na ręce by krew leciała? 2012-09-08 19:55:30 Czy bolało Cię, jak pobierali ci krew ? 2012-03-13 16:28:05 Kiedy ostatnio leciała Ci krew ? 2012-12-28 22:34:27
najlepiej jest ciąć się na rękach, między łokciem a dłonią, po wewnętrznej stronie ręki. samo cięcie się nie boli, boli, później może zacząć szczypać i piec. ile się goi ? zależy od głębokości rany - płytka - tydzień, może dwa, najlepiej smarować kremem zwykłym nawet i przemywać rany wodą utlenioną, żeby nie było zakażenia. od tego nie powinny zostawać
Nie zważać na nic, nie słuchać tego co mówią inni i zręcznie przeskakiwać nad kłodami, które rzucają Ci pod nogi. Przykazanie 2. Trenuj swój głos. Bez pracy nie ma… wokalistów! Może to banał, ale nie spodziewaj się spektakularnych rezultatów, jeśli będziesz się ograniczać tylko do śpiewania.
lirik lagu semua kata rindumu semakin membuatku tak berdaya chord. napisał/a: Jasmine4 2007-07-23 19:14 Oto moja historia: mam 25 lat, jestem z NIM od prawie 4 lat, on jest o 11 lat starszy i jest obcokrajowcem....zakochałam się praktycznie od 1szego wejrzenia....po kilku spotkaniach wyznał mi prawde: że jest żonaty i ma dziecko, ale nie mieszka z żoną (odszedł od niej, w ogóle nie chciał się żenic tylko uznać dziecko, ale ona groźbami samookalecznia zaciągnęła go do ołtarza będąc w 9 miesiącu ciąży, a potem związek się rozpadł, bo go zdradzała)....pamiętam, że po tej wiadomości płakałam...lecz zostałam z nim....związek był i jest utrzymywany w tajemnicy przed światem...tylko nieliczne osoby są wtajemniczone....oczywiście wielokrotnie obiecywał rozwód i to że będziemy razem naprawdę....czas płyną...czas dalej płynie i nic się nie zmieniło....prosiłam, groziłam, odchodziłam.....ale wracałam.....wracałam do miłości, bo kocham tego człowieka i wiem, że on mnie kocha...ale nasz związek jest tak beznadziejny....jak jestem u niego wszystko jest tak cudowne i piękne....zapominam o całym świecie...jak wracam do pracy i szarej rzeczywistości...dogania mnie myśl o jego przeszłości i zaczynam mieć te dziwne myśli, które zawsze wprowadzają mnie w podły nastrój....raz na jakiś czas popadam w olbrzymią otchłań melancholii i wtedy chcę zaprowadzić porządek w swoim życiu....jadę wtedy do NIEGO i usiłuję z NIM rozmawiać.....sęk w tym że ON albo nie wie co ma mi powiedzieć, albo nie chce o tym rozmawiać, albo nie potrafi....kończy się więc na moim monologu....przez to czasami zastanawiam się czy on mnie naprawde kocha??? wiele razy mu mówiłam że słyszę tylko jego słowa a nie widzę działań...on na to odpowiada: "wiem, ale ja tak bardzo Cię kocham i rozwiodę się napewno".......i tak w tym trwam....ostatnio zdałam sobie sprawę z tego że mam już 25 lat i chciałabym się ustatkować, pomyśleć o dziecku....czuć że mam w życiu kogoś w kim znajdę oparcie, zrozumienie, pomoc......a on? potrafi tak pięknie opowiadać o tym jaki będziemy mieli piękny dom, gromadkę dzieci, jaki będzie podział obowiązków w domu itd itp jak słucham tych jego opowieści to czuję, że nasze wspólne życie i szczęście jest wręcz w zasięgu ręki.....a potem wracam do swojego mieszkania i czuję się tak bardzo samotna....2 tygodnie temu poczyniłam kolejną próbę rozmowy....skończyło się na sprzeczce...a rozmowa stanęła na tym co zwykle czyli na niczym....błędny krąg zatoczył się po raz kolejny....potem 2 ciche dni....potem on rozmawia ze mną, jak gdyby nigdy nic....zupełnie nie wracając do rozpoczętego tematu....pisząc to jeszcze bardziej zdaję sobie z tego sprawę jak bardzo beznadziejny jest ten związek....w sumie od 2 tygodni o tym myślę, a raczej usiłuję odnależć sobie jakąś siłę, żeby to definitywnie skończyc....myśląc o tym mam codziennie doła, nie moge jeść, nie mogę spać więc na dobranoc wypijam 2-3 piwa albo pół butelki wina, żeby się pogrążyć jeszcze bardziej i zasnąć.....a kolejny dzień w tym stanie wcale nie jest bardziej optymistyczny.....w sumie mam już trochę siły by powiedzieć KONIEC... ale co z tego....? boję się: tego co się będzie ze mną działo kiedy ten KONIEC już nastąpi....boję się, że zamknę się w sobie i w swoim mieszkaniu, popadnę w alkoholizm....opuszczę się w pracy...jednym słowem spadnę na emocjonalne dno.....Pozatym chyba najbardziej boję się samotności.........
Temat bardzo wymowny, prawda? Nie martwcie się jednak, nie będziemy tu w żaden sposób nawiązywać do czasów II wojny światowej i obozów koncentracyjnych, bo tematyka, którą dzisiaj się zajmiemy, będzie dużo bardziej trywialna. Liczebniki. Każdy wie, z czym to się je, każdy spotkał, każdy używa i każdy rozumie, ale czy każdy potrafi prawidłowo je zapisać? Z moich obserwacji wynika, że... ...nie każdy. Na pierwszy ogień pójdzie beletrystyka, bo i taką formę najczęściej można spotkać na wattpadzie. Zatem, korzystając z Edycji tekstów A. Wolańskiego, postaram się Wam teraz przybliżyć zasady rządzące zapisem liczebników. Główna zasada mówi, że wszystkie liczebniki pojawiające się w tekstach beletrystycznych zapisujemy słownie. Dla przykładu: a) Wojtek ma trzydzieści trzy lata. b) Wynajmuję mieszkanie na czwartym piętrze. c) Mieszkam w domu z mamą, tatą, trojgiem rodzeństwa, dwoma kotami i jednym psem. d) Przebiegłem dwa kilometry w dwadzieścia minut. e) Połowa klasy to kujony. Jednak od reguły zawsze są jakieś wyjątki, prawda? Oto one: 1. Dzień i rok w dacie a) Spotkaliśmy się ponownie 20 listopada 2021 roku. ale b) Odwiedził mnie ponownie dwudziestego tego miesiąca. 2. Godzina z minutami a) Janek spieszył się na pociąg, który odjeżdżał o ale b) Janek spieszył się na pociąg, który odjeżdżał o siódmej wieczorem. 3. Liczby w nazwach własnych a) Lot numer SK 758 jest opóźniony z powodu ulewy. b) Wyperfumowała się Chanel No. 5, aż oczy łzawiły. 4. Numery ulic, domów, lokali a) Spotkaliśmy się w kamienicy przy 88 Orchard Street. b) Wchodząc na piętro, celowo próbowałem opóźnić moment dotarcia pod drzwi z numerem 432. 5. Liczby w cytowanych esemesach, listach itp. a) Zaproszenie samo w sobie byłoby najzupełniej niewinne, gdyby nie malutki, starannie wykaligrafowany u dołu kartki napis: „Bilety po 25 dolarów". 6. Numery telefonów, kont, NIP, numery obozowe a) Porwał z szafki komórkę i czym prędzej wykręcił 112. 7. Inne numery, szczególnie od 1000 w górę a) Dołączył też dwa pasiaki z czerwonym winklem i numerem 16670. !UWAGA! Jeżeli jednak któryś z przypadków wymienionych powyżej będzie występował w dialogu, wtedy liczby zapiszemy słownie, w formie typowej dla żywej mowy. A zatem: a) – No przecież ci mówiłem, że dwudziestego siódmego lipca mnie nie będzie, bo umówiłem się z Markiem na męski wypad w góry – oznajmił, przewracając oczami.
24 kwietnia 2015 Do dziś pamiętam. Prowadziłam auto, obok, na siedzeniu pasażera Karlos, z tyłu jacyś nasi znajomi. Jechałam spokojna, do czasu, gdy Karol nie zaczął mnie przy tych ludziach pouczać: – Judith, zmień bieg, nie słyszysz, jak teraz silnik pracuje? – Znów chyba zapomniałaś włączyć długich świateł. – Dlaczego dajesz kierunek tak wcześnie? Jeszcze nie było znaku skrętu. Wiem – to niby nawet nie krytyka, a jedynie pomocne uwagi. Tylko jak kurcze denerwują, gdy mój facet mówi je przy obcych ludziach! Tak mam chyba ze wszystkim – wolę dostać cięgi w cztery oczy, niż przy świadkach. To mnie okropnie peszy i blokuje. Zamykam się w sobie, albo odwrotnie – zaczynam spierać i kłócić. Postanowiłam już nawet poszukać w sieci porad, jak mądrze krytykować. By nauczyć tego ludzi w moim otoczeniu;) Bo przecież każdy z nas pewnie miał tak, że niby ktoś w miły sposób zwrócił nam uwagę, a mimo to poczuliśmy się poniżeni i zmieszani z błotem. Jakich błędów trzeba więc unikać przy krytykowaniu? 1) Bardzo ważne, by nie odnosić się do samej osoby, ale do jej konkretnych zachowań, czyli czegoś, co ona może zmienić i na co ma wpływ. Mówienie: „jesteś beznadziejny i głupi”, lepiej zamienić po prostu na: „twoje ostatnie zachowanie w kawiarni było głupie”, itd… 2) Nie atakuj. Nie ma też nic gorszego w krytykowaniu, niż generalizowanie: „Ty to CIĄGLE marudzisz…”, „Dlaczego ZAWSZE robisz mi na złość?”. Mam wrażenie, że takie uogólnianie szczególnie wkurza mężczyzn. Kto lubi kobiety, które smęcą nad uchem: „dlaczego Ty zawsze musisz się spóźniać?”, „Znów pokazałeś się od tej swojej beznadziejnej strony”? Krytykowana osoba tak naprawdę po tych słowach czuje się urażona i oddala się od nas psychicznie. Ostatecznie nie wie też, jak mogłaby się w czymś poprawić. 3) Kiedy już musisz zwrócić drugiej osobie uwagę, użyj miłego tonu – podniesiony głos zazwyczaj wywołuje zmieszanie lub strach. Krytykować też można zacząć miło – np. zanim przejdziesz do swoich uwag, powiedz szczery komplement. Przypomnij, jak Twój facet świetnie ostatnio zmontował nowe szafki, albo jak pyszny obiad zrobił. Wtedy łatwiej będzie mu przyjąć krytyczną uwagę – np. o wielkim bałaganie, który zostawił w kuchni. 4) To już potwierdzone info – nie ma nic gorszego, niż krytykowanie swojego męża, dzieci lub dziewczyny przy innych – np. na imprezie lub przy rodzinnym stole. Raz, że robi się im przykro, a dwa – towarzystwo czuje się bardzo zmieszane, bo nie wypada mu brać w obronę żadnej ze stron czy włączać się do Waszej kłótni. Dziecko krytykowane przy swoich rówieśnikach traci natomiast pewność siebie w grupie. Podobnie jest w pracy – wytykanie np. swojej sekretarce niedociągnięć przy innych osobach rodzi uczucie wstydu i zakłopotania. A nie ma przecież nic gorszego, niż publiczne napiętnowanie. 5) Ponoć tylko 10% krytyki powinno stanowić mówienie o czyimś błędzie. Cała reszta to np. przyjacielskie naprowadzanie na zachowanie, które ma pomóc w rozwiązaniu sytuacji. A także – komplementy (!), bo z nimi łatwiej jest potem słuchać również tych mniej przyjemnych rzeczy. 6) Fakty nazywaj po imieniu, nie dodawaj własnych interpretacji: np. lepiej jest powiedzieć „spaliłaś dziś obiad”, niż: „na pewno znowu siedziałaś z nosem w komputerze, dlatego nie dopilnowałaś naszego obiadu”. 7) Poradniki podają też, że kiedy musimy już kogoś skrytykować, to zawsze tylko w swoim imieniu, np. „moim zdaniem”, „myślę, że…”. Mówienie: „wszyscy wiedzą, że jesteś wielkim panem spóźnialskim”, albo: „moja mama też ma cię za podrywacza” na pewno nie łagodzi sytuacji. Mam już nawet taką politykę, że nigdy nie krytykuję Karlosa przy innych. Gdy jesteśmy u rodziny lub na imprezie, jeśli już o nim coś opowiadam, to tylko w superlatywach. „Niedociągnięcia” jego lub moje zawsze wyjaśniamy sobie w cztery oczy;). Tak jest po prostu elegancko. Mam natomiast dziwną potrzebę komplementowania wszystkich ludzi – możemy się znać od minuty – i tak nie powstrzyma mnie to przed szczerym pochwaleniem Twoich włosów, butów czy czegokolwiek. To nie lizusostwo, po prostu dla mnie wszyscy są wyjątkowi i godni miłych słów. Nawet w mijanym rano bezdomnym człowieku szybko umiem odnaleźć jakieś piękno. fot. Pikolina jak krytykowaćkonstruktywna krytykakrytykakrytykowanie innych
zapytał(a) o 20:38 Jak się ciąć żeby,aż tak mocno nie bolało ? I wiem,że każdy mi powie,że jestem nienormalna ,żebym szła do psychologa czy coś. Ale już byłam bo nie mogłam się skupić na lekcji ani nic no i pani mnie wysłała ;( Lecz to nic nie pomogło więc prosze o rady żeby asz tak nie bolało ;/ Odpowiedzi Xantern odpowiedział(a) o 20:39 A po co chcesz się ciąć? Po za tym cięcie ma boleć. Jak chcesz to robić bez bólu to jesteś frajerką. blocked odpowiedział(a) o 20:40 ja na początek proponuję przestać się ciąć Najlepiej poderżnij sobie gardło. Przynajmniej o jednego debila mniej, a poboli tylko chwilę. To się nie krzywdź. Nie sądzę, abyś miała autoagresje, bo osoby, które to mają właśnie chcą bólu. Coś mi tu nie pasuje, wygląda to na zwykłe pozerstwo. natasza7 odpowiedział(a) o 20:40 Ja mam znakomitą tnij się to nie będzie boleć. Tak nie rozwiążesz swoich problemów a tylko je nasilisz :) Porozmawiaj z kimś bliskim, staw czoła swoim problemom a nie okaleczaj się. << czym się ciąć żeby nie bolało